Styczeń często nazywany jest miesiącem wyprzedaży – czasem czyszczenia przez sklepy swoich magazynów z zalegającego towaru, którego nie udało się sprzedać w ciągu minionego roku. Dla konsumenta to okres szczególnie ważny, upływający pod znakiem latania od jednego sklepu do drugiego w poszukiwaniu jak najkorzystniejszych ofert kupna. Jak wytłumaczyć to niecodzienne zjawisko?

Najlepiej jest zwalić winę na… ludzki mózg!

Ano tak – przecież każdego roku w Sylwestra składamy samym sobie noworoczne postanowienia, które zazwyczaj składają się na jedno zdanie: „W nowym roku będę lepiej gospodarował domowym budżetem i nie wydawał pieniędzy na głupoty”. Zastanawialiście się kiedyś dlaczego nigdy wam to nie wychodzi? Teraz już wiecie – wina leży w waszej głowie!

Konkretniej w centralnym systemie nerwowym, który zarządza kwestiami zakupowymi. Szokującego odkrycia dokonał kierowany przez Briana Knutsona zespół naukowców z Uniwersytetu Stanford. Przeprowadził on eksperyment, mający na celu zdiagnozowanie roli naszego mózgu w zakupowym szaleństwie. Grupie dobrowolnych śmiałków podsunięto pod nos szereg produktów razem z cenami i obserwowano ich zachowanie za pomocą tzw. Funkcjonalnego rezonansu magnetycznego. Jak wypadły wyniki tego testu?

Otóż okazało się, że za wszystkie decyzje, związane z „shopoholizmem” człowieka odpowiada nasz centralny układ nerwowy. Jeśli chcemy posiadać jakąś rzecz, wówczas uaktywnia się obszar mózgu zwany „jądrem półleżącym”, natomiast kiedy myślimy wyłącznie o cenie produktu, do głosu dochodzi wyspa w głębi bruzdy bocznej kory mózgowej. Trzecim najważniejszym ośrodkiem, odgrywającym główną rolę przy podejmowaniu zakupowych decyzji jest tzw. „środkowa kora przedczołowa”, odpowiedzialna za bodźcie płynące z naszej konfrontacji z chwytem marketingowym zwanym przeceną.

Ot, mamy sprawców naszego finansowego nieszczęścia. Z badań Total Consumer Expierence wynika również, że ponad 85% naszych decyzji podczas „szopingu” podejmujemy zupełnie nieświadomie a zdecydowanej większości z nich nie jesteśmy nawet w stanie logicznie wytłumaczyć. Ponad połowa z nabytych dóbr to zakupy nieplanowane. A jak działają na nas przeceny?

Kuszą nas obniżki dopiero powyżej 20%, na 5-procentowe podwyżki nie zwracamy zaś w ogóle uwagi. Na nasz zakupoholizm najlepiej działają promocje od 50% wzwyż lub takie, w których kupując jeden produkt dostajemy drugi za darmo.
W okresach wyprzedaży ilość zewnętrznych bodźców zostaje zwielokrotniona, a nasz mózg jest atakowany nie tylko sloganami i hasłami reklamowymi, które mają za zadanie wryć się w naszą podświadomość, ale i dźwiękami muzyki, a nawet specjalnymi zapachami. Taka ilość impulsów sprawia, że ludzki rozum wariuje i dostaje prawdziwego kręćka. Mimo to, większość z nas lubi zakupy i nie przegapi żadnej „wielkiej okazji”. Winą za taki stan rzeczy możemy ponownie obarczyć własny mózg, wydzielający wtedy dopaminę, która sprawia, że nasz podświadomość uznaje wielogodzinną tułaczkę po sklepach oferujących promocyjne ceny jako coś przyjemnego. A przyjemne rzeczy należy powtarzać i w ten oto sposób rodzi się jedno z niepokojących zjawisk XXI wieku, czyli „shopoholizm”.

Współczesny neuromarketing daje naukowe dowody na to, co teoretycznie dowodzi czegoś, o czym powinniśmy wiedzieć w praktyce. Kupujemy za często, za dużo i w zbyt wielkich ilościach a praktycznie każda wizyta w centrum handlowym kończy się dla nas znaczącym uszczupleniem portfela i nabyciem sporej gamy produktów do niczego nam nie potrzebnych.

~PM

Źródła: plasterek.pl, gadżetomania, wyborcza.biznes.pl

Przeczytaj poprzedni wpis:
Lecę, bo chcę – cz. 1

Latanie niewątpliwie ułatwia życie. Pozwala przenieść się z jednego miejsca w inne w dużo krótszym czasie niż w przypadku wyboru...

Zamknij