Dobre, bo polskie?

Produkty z logo „Teraz Polska” bywają przez nas niedoceniane i niezauważane. Zdarza się, że ufając znanym, światowym markom, nie dajemy szans rodzimym produktom. Brak zainteresowania ofertą własnych firm to fenomen w skali światowej. Konsumencki patriotyzm jest na Zachodzie zjawiskiem powszechnym, znanym od lat. Czyżby nasze słabnące zainteresowanie sprawami Polski, nad którym tak się dziś ubolewa, zaczęło mieć bezpośrednie przełożenie na kondycję gospodarki?

Problem atrakcyjności polskich produktów dla polskich klientów, nie leży po stronie marnej jakości wytwarzanych dóbr – najlepiej wskazują na to sukcesy nadwiślańskich produktów na zagranicznych rynkach.

Cudze chwalicie, swego nie znacie

Dla przeciętnego Islandczyka pierwsze skojarzenie z Polską to… Prince Polo! Cieszyński produkt, który jest w Islandii najpopularniejszym wafelkiem czekoladowym, pojawił się tam w latach 50. Firma Olza każdego roku eksportuje do Islandii 140 ton smakołyku. To, czym cieszyńskie wafelki są dla Polaków, nie może równać się z ich karierą w dalekim, północnym kraju. W Islandii powstała nawet kapela pod nazwą Princepóló, a prezydent tego kraju, Ólafur Ragnar Grímsson, odwiedzając Polskę w 1999 r. nie wahał się powiedzieć, że „całe pokolenie Islandczyków wyrosło na dwóch rzeczach – amerykańskiej coca-coli i polskim Prince Polo”.

Podobną furorę, jak wafelki, za granicą robi polska wódka. Sobieski to dziś marka, która rośnie w siłę, zwłaszcza we Francji i w Stanach Zjednoczonych. Polsko-francuska firma Belvedere, produkująca trunek, traktuje rynek za oceanem priorytetowo – sprzedaż wódki w USA jest bardziej opłacalna niż w Polsce!

Kiełbasa zamiast sajgonek i majteczki w kropeczki

Polskie firmy, zachęcone sukcesami na zagranicznych rynkach, stopniowo rozszerzają eksportowe horyzonty i szukają nowych grup odbiorców. We wrześniu na rynek chiński trafiły wyroby RJT Food, produkującej wędliny, kiełbasy i kabanosy. Mają zostać przetestowane najpierw w dużych i bogatych miastach, Pekinie i Szanghaju, a potem promowane w całym kraju.

Wyroby produkowane z myślą o chińskim rynku różnią się nieco od wędlin znanych w Polsce – specjaliści firmy wzięli pod uwagę odmienne gusta i przyzwyczajenia odbiorców na Dalekim Wschodzie. W wędlinach jest mniej pieprzu i soli.

Producenci kiełbas mają być może powody do optymizmu. Przed polskimi wędlinami, chiński rynek bardzo dobrze przyjął nasz inny towar eksportowy – muzykę disco polo, w rytm której świetnie bawią się dziś młodsi i starsi mieszkańcy kraju. Firmie RJT Food należy życzyć, żeby kabanosy spodobały się Chińczykom choć w połowie tak bardzo jak „Majteczki w kropeczki”.

Malkontenctwo ze szkodą dla gospodarki!

Z sondażu przeprowadzonego przez Grupę IQS wynika, że większość polskich konsumentów nie zwraca uwagi na to, skąd pochodzi oferowany im produkt. Miejsce jego produkcji ma znaczenie tylko dla 7 proc. z nas, a 2 proc. deklaruje, że woli wyroby zagraniczne.

Również polskie firmy nie zauważają korzyści w podkreślaniu, że towar pochodzi z Polski – w działaniach marketingowych tylko 13 proc. z nich pojawia się odwołanie do rodzimości produktu.

Choć dla wielu gospodarka to pojęcie abstrakcyjne i odległe od codzienności, jej kondycja ma ogromne znaczenie dla jakości życia każdego z nas. Również od wyborów, których dokonujemy, zależy to, czy, jako kraj i jako obywatele, będziemy się bogacić i konkurować z najlepszymi.

~ASZ

Źródła: forsal.pl, pieniadze.gazeta.pl, biznes.newsweek.pl, islandia.org.pl, wikipedia.org, biznes.onet.pl

About the Author

Related Posts

Leave a Reply

*