Jesteśmy tym, co jemy

Dzisiejszy tryb życia zmusza nas do ciągłego biegu, nadążania za uciekającym czasem. Coraz częściej jednak, w natłoku zdarzeń, zaczynamy myśleć o swoim zdrowiu. Wreszcie dostrzegamy związek pomiędzy tym, co jemy, a naszym samopoczuciem, kondycją fizyczną i psychiczną. Dlatego też w ostatnich latach rośnie w siłę rynek zdrowej żywności, wyprodukowanej bez użycia sztucznych nawozów i pestycydów.

Produkty ekologiczne napędzają gospodarkę- sektor ten jest jednym z najszybciej rozwijających się w ostatnich latach. Jak podaje „Dziennik Gazeta Prawna”, według szacunków Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych, w roku 2012 wartość rynku żywności ekologicznej przekroczy 450 mln zł. W porównaniu do 375 mln zł z roku ubiegłego, liczba ta robi wrażenie.

Przekwalifikowanie

Wielu rolników staje przed wyborem: produkować tradycyjnie czy ekologicznie? Nieliczni idą tą drugą, jeszcze mało popularną ścieżką. Artur Tymiński, założyciel firmy Symbio Polska S.A., już 14 lat temu stwierdził, że warto zainwestować w ekologiczną żywność. Dziś jest czołowym krajowym producentem i dystrybutorem żywności posiadającej certyfikaty ekologicznego pochodzenia. Produkty Symbio Polska eksportowane są między innymi do Szwecji, Włoch, Anglii, cieszą się również coraz większym zainteresowaniem na Litwie i w Bułgarii. Wśród klientów Spółki znajdują się giganci, jak na przykład Heinz, Nestle, czy Hipp. W wywiadzie dla portalu biotechnologia.pl Tymiński podkreśla, że nie chce nikogo nawracać, jedynie pokazać różnicę pomiędzy zdrową żywnością a tą produkowaną przy użyciu szkodliwych nawozów. Ci, którzy tę różnicę zauważą, mogą się przekwalifikować…

Inwestycja konsumenta

Popularność żywności ekologicznej ciągnie za sobą wzrost cen tych produktów. W naszej świadomości  nadal funkcjonują one jako coś lepszego, wręcz elitarnego. Wyższe koszty zdrowej żywności to jednak nie tylko psychologia ceny (wysoka cena=wysoka jakość). Rolnik decydując się na uprawę ekologiczną musi uzyskać odpowiedni certyfikat potwierdzony przez IFOAM (Międzynarodowa Federacja Rolnictwa Ekologicznego). My, konsumenci, jesteśmy jednak skłonni zapłacić więcej, bo mamy wrażenie, że zaprocentuje to nam w przyszłości. Można to nazwać nawet pewnego rodzaju inwestycją.

Zobacz: Czy sanepid jest nam potrzebny? >>

Kupujemy nadzieję

Nie od dzisiaj wiemy, że do produkowanej masowo żywności dodawane są „ulepszacze”, które działają szkodliwie na zdrowie. Jednak nie zawsze to, co kryje się pod etykietą „ekologiczne” jest też takie w istocie. Jak podaje serwis zdrowazywnosc.pl: „Szczególnie niebezpieczne jest powszechne stosowanie w produkcji artykułów żywnościowych syropu z kukurydzy, taniego odpadu otrzymywanego ze skrobi i oleju służącego dosładzaniu. Podczas badań w Wielkiej Brytanii stwierdzono, że 88% tzw. „zdrowych produktów zbożowych” dla dzieci zawiera zbyt dużo cukru, soli i nasyconych tłuszczów. Wśród sztucznych dosładzaczy, cyklaminiany i sacharyna podejrzewane są o działanie rakotwórcze.” Również popularny aspartam, dodawany np. do landrynek, może być niebezpieczny.

Powrót do korzeni

W dzisiejszych czasach nie sposób kupować tylko ekologiczne wyprodukowanej żywności. Jednak stojąc przy półce sklepowej warto uważniej przyjrzeć się etykiecie i wybrać produkt o złotówkę droższy, ale bez długiej listy dodatków z literą „E” na początku. Jeśli chcemy oszczędzić, być może dobrym pomysłem będzie wygospodarowanie z przydomowego trawnika miejsca na dwie grządki i zasianie marchewki. Wtedy będziemy mieli pewność, że jest ekologiczna i zdrowa.

~AS

_____________

Źródła:

rootgirl.republika.pl | www.zdrowazywnosc.pl | www.portalspozywczy.pl | biotechnologia

 

About the Author

Leave a Reply

*