Ofertowa ruletka

Załóżmy, że szukasz pracy. Z zapałem wertujesz ogłoszenia, odwiedzasz pośredniaki i wysyłasz CV. Jesteś szczęśliwcem z wyższym wykształceniem, dyplomem dobrego uniwersytetu, znajomością języków obcych i kilkoma specjalistycznymi kursami na koncie więc czasami zostajesz zaproszony na rozmowę kwalifikacyjną. Tu zazwyczaj pada magiczne, choć niejednemu mrożące krew w żyłach pytanie o Twoje oczekiwania finansowe. Jak dobrze trafisz to zaproszą cię na kolejny etap. I jeszcze jeden. A potem okaże się, że odpowiedziałeś na ofertę bezpłatnych praktyk lub stażu „z możliwością podjęcia współpracy po tym okresie”.

Czas to pieniądz

Większość z nas nie może pojąć dlaczego w ogłoszeniach o pracę w naszym kraju prawie nigdy nie podaje się wysokości zarobków. Oszczędziłoby to przecież czas poświęcony na kolejne etapy rekrutacji zarówno rekruterom jak i kandydatom na nowych pracowników, jeśli ktoś uznałby, że wartość ta nie jest satysfakcjonująca. W zachodniej części Europy, a przede wszystkim w modelu anglosaskim pracodawca nie tylko nie ukrywa ile nowa osoba będzie zarabiać, ale także często informuje jakie zarobki czekają na niego na dalszej ścieżce kariery. Wprawdzie nie można liczyć na dokładną wycenę stanowiska – często warunki finansowe są podawane „w widełkach” – ale to i tak zdecydowanie ułatwia wybór nowej firmy.

Po co tajemnica?

Można spotkać się z tłumaczeniem, że pracodawcy nie podają wysokości pensji po to, by nie psuć rynku. Gdyby informacje te były jawne pozostałe firmy musiałby szybko dostosować swoje warunki do rynku, a nie wszystkich na to stać. Rekruterzy przekonują jednak, że jeśli firma znajdzie kogoś wyjątkowego o szczególnie przydatnych cechach i doświadczeniu to nie będzie na nim oszczędzać i jest wówczas w stanie zaoferować więcej niż początkowo założono. Tajemnica przydaje się też samym aplikującym na dane stanowisko – jeśli warunki będą jawne, a na rozmowę przyjdzie ciekawy absolwent, któremu jednak będzie brakowało doświadczenia, to trzeba będzie mu podziękować, gdyż jego umiejętności nie będą póki co warte takiej pensji. Kiedy jednak nie podamy wartości zarobków będzie można zatrudnić go na gorszych warunkach, ale doszkolić i zaoferować satysfakcjonującą podwyżkę w późniejszym czasie.

Nie ma obaw

Zdaniem specjalistów nie zawsze jest tak, że firmy zatajają te informacje celowo, by pozyskać tanio dobrych fachowców w danej dziedzinie. Takie osoby bowiem doskonale orientują się ile jest warta ich praca i nie skorzystają z zatrudnienia poniżej określonego poziomu. Problem w tym, że wiele osób na pozostałych stanowiskach nie potrafi wycenić swojej pracy i trudno im odpowiedzieć na pytania o oczekiwane wynagrodzenie. Podają przeciętną kwotę z obawy, że zbyt wysokie wymagania finansowe zamkną im drzwi do wymarzonej posady. I wtedy rzeczywiście firma na tym korzysta.

W Polsce mamy ogólnie zupełnie inną kulturę zatrudniania niż na zachodzie. Często do samego końca rekrutacji kandydat nie wie ile będzie zarabiał. O pieniądzach też nie za bardzo wypada mówić – jeśli będziemy zarabiać za dużo, możemy spodziewać się podłej zazdrości kolegów lub posądzenia o lewe interesy, jeśli za mało – drwin. Jeśli tego nie przezwyciężymy, trudno będzie oczekiwać, że sytuacja rekrutowanych się zmieni.

~DAR

Źródła: natemat.pl, starthr.blogspot.com, rozmowakwalifikacyjna.com

 

About the Author

Related Posts

Leave a Reply

*