Pan każe – sługa musi

Utraty pracy boi się średnio co czwarty Polak. Aby zyskać łaskę szefa mimo śmieciowych umów zostają po godzinach, biorą dodatkowe dyżury, a przede wszystkim nie wchodzą w dyskusję z przełożonym nawet jeśli ich żądania nie mają sensu, by nie na razić się na zwolnienie czy obcięcie pensji. Ludzie-roboty – ze strachu o posadę gotowi są na wszystko poza… wzięciem życia w swoje ręce – komentują internauci. Jak jest naprawdę?

Kilka lat temu zszokowała nas informacja, jakoby jedna z sieci hipermarketów wymagała od pracowników noszenia pampersów celem ograniczenia wędrówek do toalety w czasie pracy. Słyszeliśmy też, że na życzenie szefa zdarza się księgowym wykładać towar na półki lub ważyć ryby. Wszystko w imię oszczędności i walki z kryzysem. I choć polecenia te wydają się tak absurdalne, że aż śmieszne – pracownikom na najniższych szczeblach wcale nie jest do śmiechu. – Cały czas musimy wybierać. W tym miesiącu musiałam kupić dziecku podręczniki więc nie zapłaciłam za czynsz. Jak długo można tak żyć? – żaliła się jedna z kasjerek. Mój szef oszukuje klientów. Wszyscy o tym wiedzą, jest nam potwornie wstyd, kiedy ludzie przychodzą z reklamacjami, ale nikt nie piśnie słówka, bo boimy się zwolnień – pisze ktoś inny. Moja praca jest do kitu, mam depresję i myśli samobójcze za każdym razem kiedy muszę wstać z łóżka i tam iść, ale co robić przy takim bezrobociu? – takie komentarze można przeczytać na niejednym forum internetowym. Nieustający lęk czuje wiele osób – niewiele jest skłonnych korzystać ze swoich praw i sprzeciwiać się niegodnemu traktowaniu. Niewiele też ma na tyle odwagi, by zmienić swoje życie.

Kinga studiowała na uniwersytecie. Aby się kształcić musiała iść do pracy, ale nie narzeka. – Nawet najbardziej niepozorne stanowiska odwdzięczyły mi się bogatym doświadczeniem. Jestem bardziej zorganizowana, komunikatywna i elastyczna. Zrobiłam kilka dodatkowych kursów i podszkoliłam język. Kiedy zaczynały się problemy w firmie – bez wahania zaczynałam szukać nowej posady. Jeśli ktoś nie szanował swoich pracowników, ja też nie poczuwałam się do ślepego służenia mu. Dzięki temu nabrałam pewności siebie i mogłam ubiegać się o zatrudnienie w najlepszych firmach swojej branży.

Problemów z pracą nie miał też Mateusz: – Po dłuższym, bezskutecznym poszukiwaniu stanowiska na którym dobrze bym zarabiał i robił to co lubię, postanowiłem utworzyć je sobie sam. Uznałem, że praca, która nie przynosi mi ani satysfakcji, ani godnej płacy nie ma sensu. Początki nie były łatwe, ale teraz mam stabilną firmę i mogę dalej się rozwijać. Prawda jest taka, że rynek w Polsce daje ogromne możliwości. Ciągle jest wiele dziedzin życia, na których można legalnie zarobić, tylko trzeba chcieć i podjąć wysiłek ruszenia głową.

Ale bywa też znacznie trudniej. Danuta nie miała tyle optymizmu, ale była wyjątkowo pracowita. Kiedy została sama w ciąży, z pieniędzmi było naprawdę krucho. – Im większe dziecko, tym większe potrzeby, wiedziałam, że na zasiłku i niewielkiej pomocy rodziny daleko nie zajedziemy. Zaczęłam więc w domu udzielać korepetycji praktycznie ze wszystkich przedmiotów. Nigdy nie byłam orłem i często zanim przystąpiłam do nauczania innych sama musiałam się douczać. W międzyczasie w liceum dla dorosłych zdałam maturę, a potem poszłam na kurs księgowości. Musiałam planować dzień co do minuty. Ale z drugiej strony niewiele miałam do stracenia. Minęło kilka lat zanim stanęłam na nogi. Córka pójdzie niedługo do przedszkola, a ja zaczynam prowadzić małe biuro rachunkowe.

Specjaliści zajmujący się rozwojem osobistym przypominają – szanse na sukces mają ci, którzy potrafią szybko dostosować się do zmiennych warunków na rynku pracy. Świat goni do przodu, a my musimy za nim nadążać, jeśli chcemy przetrwać. Dlaczego zatem tak wiele osób boi się walczyć o swoje? O rozwoju możemy mówić dopiero w sytuacji, kiedy podstawowe potrzeby są zaspokojone. A jeśli ktoś z dnia na dzień myśli tylko o tym czy będzie co włożyć do garnka – nawet najmniejsze plany na przyszłość nie będą mogły być zrealizowane. Tacy ludzie biorą, co mogą, nawet jeśli płaca nie pozostawia złudzeń dostatniego życia, a jeśli cokolwiek zostanie im w kieszeni będą woleli to zaoszczędzić na gorsze czasy niż zainwestować z nadzieją na lepsze. Stąd bierność i paraliżujący strach przez zmianami – wszak mogą one wyjść również na gorsze. Dlatego nie sprzeciwiają się głodowym pensjom i umowom, które w żaden sposób ich nie zabezpieczają. Zyskują na tym oczywiście pracodawcy, wychodząc z założenia, że jeśli pracownik nie dopomina się o zmianę wynagrodzenia czy warunków pracy to znaczy, że obecne mu wystarczają. To błędne koło, ale brak reakcji nie sprzyja temu, by się z niego wydostać.

~DAR

Źródła: onet.pl, wyborcza.pl, natemat.pl

About the Author

Related Posts

Leave a Reply

*