Rozwój internetu gwoździem do trumny przemysłu rozrywkowego?

Postęp technologiczny jaki dokonał się w drugiej połowie XX wieku, przyniósł wiele udoskonaleń w codziennym życiu ale prawdziwą furorę wywołało powstanie internetu – jednego z największych wynalazków ludzkości, w którym dzisiaj znajdziemy dosłownie wszystko – od przepisu na szarlotkę po szczegółowe plany podboju kosmosu na najbliższe lata. Zdecydowana większość osób jest zadowolona z powszechnego dostępu do sieci, coraz częściej jednak dochodzą do nas negatywne skutki rosnącej potęgi internetu, który rozrósł się dzisiaj do niebotycznych wręcz rozmiarów…

Internet wykańcza show biznes?

Większość krytyki, nie tyle pod adresem internetu co skali jego dostępności, napływa z szeroko pojętego „szołbiznesu”, który od lat żali się na rosnące straty spowodowane piractwem internetowym. Jak ważną gałęzią gospodarki są usługi – nie muszę chyba nikomu tłumaczyć. A przemysł rozrywkowy jest istotnym elementem tej sfery. Nie dziwią więc zbytnio płynące stamtąd negatywne opinie na temat szeroko rozumianej kradzieży własności intelektualnej, która przybrała dziś niespotykane dotąd rozmiary. Od muzyków i aktorów, przez producentów gier, reżyserów i agentów, na wielkich wytwórniach płytowych, filmowych oraz firm dystrybucyjnych skończywszy – każde z tych podmiotów podjęto walkę z piractwem i piratami na większą bądź mniejszą skalę.

Piraci z internetu

W świetle obowiązującego prawa każdy z nas przynajmniej jeden raz stał się w życiu internetowym rozbójnikiem. Stało się to podczas wysyłania znajomemu fragmentów tekstu nieswojego autorstwa lub dzielenia się online muzyką, nawet jeśli została ona przez ciebie legalnie zakupiona, jest prawnie twoją własnością i (teoretycznie) możesz z nią zrobić co chcesz. Skomplikowane przepisy nie ułatwiają sprawy a jedynie zaostrzają spór pomiędzy producentami a odbiorcami o to, którymi plikami wolno się dzielić a jakie powinny pozostać jedynie do naszej prywatnej dyspozycji…

Piractwo kiedyś a dziś

Paradoksalnie, temat piractwa nie jest niczym nowym a wypływa co kilka lat w innej postaci. W latach 90-tych w Polsce swój „złoty wiek” przeżywało tzw, piractwo bazarowe. któż z nas nie pamięta miejskich targowisk, pełnych sąsiadów zza wschodniej granicy oferujących niemal wszelkie możliwe do podrobienia konsumenckie dobra jak buty, gry video, sprzęt RTV/AGD, płyty z muzyką i filmy na VHS-ie? Handel kwitł wtedy na ogromną skalę ale został z czasem wyparty przez nowy rodzaj piractwa. Dzisiaj rozrywki nie szukamy już na bazarach a w internecie.

Ludzie zaczęli sami zaopatrywać się „za darmo” w coś, za co do tej pory musieli zapłacić – dużo mniej niż wynosiła cena detaliczna ale jednak trzeba było położyć pieniądz na stół. Oczywiście pojęcie „nie ma nic za darmo” przetrwało do dnia dzisiejszego i jest często pomijanym faktem przy nielegalnym pobieraniu plików w sieci. Wszak płacimy przecież za samą możliwość dostępu do sieci.
Wiele osób wyznaje jednak pogląd, że piractwo, w takiej czy innej formie, zakorzeniło się w naszym życiu do tego stopnia, że nie ma możliwości całkowitej likwidacji tego procederu – można go jedynie zminimalizować.

Zasady walki

Walka z każdym przeciwnikiem ma sens tylko wtedy, kiedy dobrze poznasz wroga i rozłożysz na czynniki pierwsze jego wady i zalety.
Najczęściej spotykamy się z poglądem, że piractwo istnieje bo wszystko jest zbyt drogie i nie stać nas na zakup każdej rzeczy, jaką chcielibyśmy posiadać. Obniżenie kosztów zakupu filmu, gry, lub płyty z muzyką jest oczywiście jedną z opcji ale od powiedźcie sobie szczerze na to pytanie – mając przed sobą film za 30 zł lub za darmo, co byście wybrali?

Wydaje się, że najbardziej skuteczną receptę na minimalizację wpływu piractwa wybrał przemysł muzyczny, który postanowił nie walczyć z postępem tylko przyjął „reguły gry”, stawiane przez dzisiejszą technologię cyfrową. Efektem tego jest powstanie popularnych serwisów typu iTunes czy CDBaby, które oferują możliwość zakupu muzyki w postaci plików mp3 bezpośrednio od artystów. Jak podaje Międzynarodowe Stowarzyszenie Branży Fonograficznej, w roku 2011 w Stanach sprzedaż utworów w postaci cyfrowej po raz pierwszy w historii przebiła liczbę tradycyjnych nośników kompaktowych, zwiastując tym samym nastanie nowej ery w branży muzycznej…

Pozostałym gałęziom rozrywki nie pozostało nic innego, jak podążać śladem przetartym przez muzyków co ma już powoli miejsce w świecie filmu – wystarczy rzucić okiem ile w ostatnim czasie na otwierało się różnego rodzaju serwisów oferujących płatne oglądanie filmów online. Tak jest, wypożyczalnie video odeszły już dawno do lamusa – nadchodzą nowe trendy.

Reasumując

Czy internet rzeczywiście jest rakiem, jaki toczy światową rozrywkę? Raczej nie. Na pewno globalizacja sieci dała ludziom możliwość wyboru, jakikolwiek by on nie był. Poza tym, z samej branży napływają do nas sprzeczne sygnały – jedni twierdzą, że serwisy typu Rapidshare czy torrenty oznaczają nieubłagany koniec fonografiki, z kolei przedstawiciele MPAA głośno chwalą się tym, że wskaźniki oglądania filmów i programów telewizyjnych online osiągają swoje wyżyny. Dopóki więc szanowne gremium nie dojdzie do jakiegoś wspólnego consensusu, ludzie dalej będą wykorzystywać internet zgodnie z własnym sumieniem, ale nie zawsze zgodnie z obowiązującym prawem.

~PM

Żródło:
www.pl.wikipedia.org
www.wyborcza.biz
www.technowinki.onet.pl

About the Author

Related Posts

Leave a Reply

*