Stacjonarna praca – na odległość

Pogoń za podwyższaniem jakości życia nierzadko zmusza nas do ciągłego poszukiwania lepszej pracy. Zmiana zajęcia niestety często wiąże się ze zmianą miejsca zamieszkania, a z kolei ten fakt bywa decydujący przy podejmowaniu ostatecznej decyzji. Jeszcze do niedawna pomocne przy pracy zdalnej były telekonferencje. Teraz to już przeżytek. Przyszłość należy do teleimersji. Stwarza ona złudzenie, że osoby przebywają w tym samym pomieszczeniu, gdy w rzeczywistości są oddalone od siebie o setki lub tysiące kilometrów. Stary-nowy sposób na współpracę?

Ogólne różnice

Na pierwszy rzut oka teleimersja jest podobna do wideokonferencji. Elementów różniących te  formy komunikacji jest jednak wiele: w tej drugiej mamy do czynienia z płaskim obrazem rozmówcy. Dodatkowo, ze względu na niemożność ustawienia kamery w centrum jego pola widzenia (znajduje się tam monitor), nie może on patrzeć osobie, z którą się kontaktuje, prosto w oczy, a to utrudnia komunikację. Teleimersja likwiduje te problemy. Stwarza złudzenie, że osoby przebywają w tym samym pomieszczeniu, gdy są oddalone od siebie o setki lub tysiące kilometrów.  Otrzymuje się tu generowany w czasie rzeczywistym, trójwymiarowy obraz rozmówcy, wyświetlany tak, jakby siedział po drugiej stronie szyby. Celem teleimersji jest przekazanie obrazu, którego otoczenie stworzone jest przy pomocy komputerów. Wideokonferencja transmituje obraz na żywo. Otoczenie jest otoczeniem rzeczywistym, a nie spreparowanym przez komputer. Pierwsze z mediów wykorzystuje do tego technikę cyfrową, szybkie sieci oraz bardzo małe opóźnienia, natomiast drugie musi mieć dostępne połączenie telekomunikacyjne, umożliwiające przekazanie głosu i ruchomych obrazów.

Jak to zrobić

Naczelną zasadą teleimersji jest to, że każdy z uczestników musi mieć własny punkt widzenia na modelowany Świat. Właściwie nie jeden, lecz dwa – dla każdego oka osobny, by sprawiać wrażenie perspektywy. Każde ze zdalnych stanowisk otrzymuje pełną informację niezbędną do wytworzenia obrazów dla obu oczu użytkownika. Zbieranie informacji musi być tak szybkie, aby działało to w czasie rzeczywistym, z opóźnieniem co najwyżej ułamka sekundy. Modeluje się wtedy awatarę (uproszczoną figurę) uczestnika z taką częstotliwością, że powstaje złudzenie ciągłego ruchu.

Historycznie – kosztowne

Teleimersja nie jest wbrew pozorą nowością. Już w 1965 roku Ivan Sutherland, powszechnie uznawany za ojca grafiki komputerowej, zaproponował coś, co nazwał „obrazowaniem doskonałym”. Dzięki niemu użytkownik miałby wrażenie przebywania w rzeczywistym otoczeniu, które jednak byłoby całkowicie tworzone przez komputer. Sutherland nazwał to „światem wirtualnym”. Kontury poruszających się uczestników oraz przedmiotów można rejestrować na wiele różnych sposobów. Z kolei w 1993 roku Henry Fuchs z University of North Carolina w Chapel Hill zaproponował metodę nazwaną „morzem kamer”. Porównuje się w niej obrazy z wielu źródeł. W typowych scenach z udziałem ludzi jest dużo szczegółów widocznych z więcej niż jednej kamery. Porównując komputerowo obrazy tych samych szczegółów, można utworzyć trójwymiarowy model danej sceny. Jeszcze 10 lat temu sposób opracowany przez Fuchs’a  byłby trudny do zrealizowania z uwagi na koszty.

Dziś – coraz łatwiejsze

Obecnie istnieją już rozwiązania pozwalające wyeliminować problem wysokich nakładów finansowych. Zastosowanie kamery 3D może znacznie uławić popularyzację teleimersji. Taki sprzęt wyposażony jest w dwie niezależne soczewki i matryce o wysokiej rozdzielczości. Są one niezbędne, ponieważ w naturalnym widzeniu ludzie postrzegają nieco inny obraz prawym i lewym okiem. Różnicę tę określa się mianem rozbieżności wzrokowej. Mózg wykorzystuje ją do interpretowania zależności przestrzennych. W przypadku obrazu 3D jest ona tworzona sztucznie, aby wywołać wrażenie głębi i wielowymiarowości obiektów. Pozwala to więc na osiągnięcie efektu zbliżonego do „morza kamer” dużo mniejszym kosztem.

Koncertowe wejście w przyszlość

Teleimersja to rozwiązanie, które posiada szerokie perspektywy rozwoju. Obrazy hologramowe, które pamiętamy z filmów science-fiction, także mogą już niedługo stać się rzeczywistością. Podróż do przyszłości zafundowali niedawno szerszej widowni organizatorzy festiwalu Coachella w Kaliforni. Na scenie, podczas koncertu, pojawił się, jako bardzo wiarygodnie wyglądający hologram, nieżyjący od 1996 roku 2Pac Shakur. Raper wykonał na scenie utwór „Hail Mary”, ze Snoop Doggiem i Dr’em Dre. Być może dzięki teleimersji i hologramom, emigracja zarobkowa przestanie istnieć. Jedno jest pewne – to będzie kolejne wyzwanie dla nauki na nabliższe kilkanaście lat.

~AS

  

Źródła: www.wprost.pl | cytaty.mfiles.pl | www.physd.amu.edu.pl | vlab.psnc.pl | www.chip.pl | technabob.com

About the Author

Leave a Reply

*