Pierwszy baner reklamowy mogliśmy zobaczyć na własne oczy już w pierwszej połowie lat 90. Od tego czasu mnożące się w zastraszającym tempie wyskakujące okienka zdążyły już doprowadzić nas do swego rodzaju ślepoty – automatycznie zamykamy je, gdy tylko pojawią się na stronie, nie przywiązując wagi do tego, co reklamują. Ich twórcy prześcigali się więc w pomysłach na zwrócenie uwagi internautów. Krzykliwe, migające kolory, dźwięki czy uciekające krzyżyki to tylko kilka metod doprowadzających odbiorców raczej do szału niż do zastanowienia się nad ich przekazem. Czy zaklikanych na śmierć internautów można jeszcze jakoś wskrzesić do uczestnictwa w reklamach? Owszem!

Ale o co chodzi?

Złotym środkiem ma być reklama natywna – to nowe pojęcie zaczęło pojawiać się w branży reklamowej zaledwie rok temu. Dość osobliwym tłumaczeniem oryginału (ang. native advertising) jest też „reklama tubylcza”. Wiąże się to ze źródłem reklamy – kontent natywny to taki, który „wyrósł” w danym środowisku. W założeniu tym wydawca serwisu, w którym ma być emitowana reklama stawia na pierwszym miejscu potrzeby i zainteresowania swoich użytkowników, a dopiero później w ich obrębie umieszcza reklamodawców. Dzięki temu odwiedzający stronę mają trafić wyłącznie na reklamy związane z treścią serwisu, a zatem w mniejszym lub większym stopniu trafiające w ich oczekiwania.

Żeby sprzedać

Kolejną istotną cechą jest tu nieinformowanie internautów o tym, że mają do czynienia z reklamą, a więc nieujawnianie reklamodawcy i uczynienie z reklamy standardowego elementu serwisu, dzięki czemu zmniejszy się dyskomfort i poczucie, że wraz z nami na stronie znajduje się „intruz”, który irytuje nas nachalnym przekazem. Doskonałym przykładem są posty sponsorowane na Facebooku: dostosowane do stron, które już odwiedzaliśmy, a także do ogólnej konwencji portalu, zdecydowanie podnoszą klikalność.

Nie tylko produkt

Reklama natywna daje też inne możliwości. Oprócz standardowego przedstawienia produktu twórca musi skupić się na tym by była również interesująca i użyteczna, a odbiorca sam dokonuje wyboru czy chce w niej uczestniczyć. Będzie wówczas bardziej zaangażowany, a skuteczność reklamy znacznie się podniesie.

Koniec reklamy display’owej?

Z pewnością typowe, klikane reklamy nie znikną, ale będą się modernizować. Zamiast wielu małych okienek warto będzie zainwestować w jedno, ale takie, które rzeczywiście działa. Marketing z rozwiązań ilościowych przenosi się więc na jakość. Wymaga to o wiele większego zaangażowania reklamodawców, bo decydując się na reklamę natywną musimy liczyć się z tym, że internauta będzie miał większą możliwość ominięcia jej, ale warto się do tego przyłożyć, ze względu na nieporównywalnie lepsze rezultaty.

~DAR

Źródła: natemat.pl, blog.2click.pl, egospodarka.pl, bankier.pl