Osiąganie zysków na tym, na czym trzeba oszczędzać, brzmi nieprzekonywająco. Skoro coś jest kosztowne, wiążemy to ze stratą. Wiążąc, jesteśmy niepocieszeni: strata kojarzy się przecież źle. Oszczędzanie – może jeszcze gorzej. Co jednak, jeśli inwestycja w nową technologię zaczyna się zwracać? Jeśli zaczyna przynosić korzyści, które przewyższają nasze skromne oczekiwania?

Oczywiście trudno zachęcić nas do inwestycji. Prowadzimy przedsiębiorstwo w trudnej dobie kryzysu i nie planujemy rozbudowy czegokolwiek, jeśli nie wiąże się to z zaspokojeniem pilnej potrzeby. Prędzej czy później może nam jednak zaświtać jakaś świeża, choć niechętna, myśl…

A może by tak wymienić lampy?

Odpowiadamy za zakłady produkcyjne. Na wielkiej hali pracują zatrudnieni przez nas ludzie. Potrzebują dobrego oświetlenia maszyn i taśm. Obecne lampy szybko się zużywają. Robotnicy, rozczarowani warunkami pracy, skarżą się depresję z braku światła. Nie czekamy, aż stracą wzrok: rozsądnie stwierdzamy, że mogłoby to narazić nas na kolejne straty. Decydując się na wymianę lamp, myślimy więc nad sensownym i długoterminowym rozwiązaniem. I pojawia się: lampy indukcyjne!
Inwestycja w oświetlenie, które samo redukuje koszty zużycia energii elektrycznej wydaje się rozsądne. Wkrótce rachunki obniżają się o kilkadziesiąt procent. Spadają też koszty wymiany żarówek. Lampy okazują się trwałe i świecą intensywnie do stu tysięcy godzin.
Pracownicy, zmobilizowani naszą troską, osiągają lepsze wyniki. Inwestycja dodaje nam skrzydeł – spacerując po hali, szukamy następnych oszczędności. I zadajemy sobie kolejne pytanie.

Czy woda musi być tak droga?

Praca bez wody jest niemożliwa. Do wytworzenia naszego produktu potrzeba ściśle określonej ilości litrów – tu nie ma miejsca na oszczędności. W zakładzie marnuje się jednak woda i to na kilka sposobów: surowo patrzymy na pracowników, którzy zapominają zakręcić krany lub myją produkty pod szerokim i silnym strumieniem. Zwołujemy zebranie, na którym przestrzegamy przed podobną bezmyślnością. Odwołujemy się do ekologii, ekonomii i etyki. Pracownicy robią niewinne miny i, urażeni, szepczą między sobą. Rzecz jasna, zaczynamy się niepokoić – takie szepty poprzedzają największe bunty i rewolucje. Musimy przeciwdziałać.

W Internecie znajdujemy ofertę urządzeń, które zmniejszają zużycie wody. Wyglądają jak małe sitka. Przymocowane do wylewek, napowietrzają strumień wody. Perlatory, bo tak nazywają się te małe cuda, to strzał w dziesiątkę – ograniczają dotychczasowe rachunki nawet o 30%. Zakłady są uratowane. Szepty cichną.

W euforii, myślimy już o zakupie wodooszczędnych toalet. Ale jest sprawa pilniejsza.

Co z tymi telefonami?

Uzgadnianie ważnych spraw związanych z produkcją wymaga wielogodzinnych rozmów telefonicznych. Zamówienia z hurtowni, obsługa klientów i, przede wszystkim, strategiczne dyskusje ideowe – to wszystko trzeba opłacić.

Opłacamy niechętnie. Robiąc kolejny przelew internetowy, szukamy już w nowej karcie rozwiązań alternatywnych. I znajdujemy: okazuje się, że możemy zredukować koszty połączeń. Wiemy już, że inwestując, zyskujemy. Z zapałem myślimy więc o nowej technologii.
Outsourcing telekomunikacyjny to rozwiązanie wielopłaszczyznowe, polegające na objęciu jedną umową wskazanych przez nas funkcji sieciowych i telekomunikacyjnych.

Zlecamy ekspertom kontrolę wydatków i przeprowadzenie modernizacji sieci telekomunikacyjnej. Obniżają się koszty dostępu do Internetu. Mniej wydatków wiąże się też teraz z serwisem sprzętu.
Nasz zakład produkcyjny osiąga teraz niebywałe zyski. Rozbudowuje się i unowocześnia. Kupujemy nowe maszyny, zatrudniamy więcej pracowników. Z sentymentem wspominamy początki trudnej drogi do sukcesu – pierwsze, nieśmiałe próby wprowadzenia innowacji w systemie oświetleniowym.
Przekonujemy się, że oszczędzać można na wiele sposobów. I że inwestowanie w to, na czym dotąd traciliśmy najwięcej, często się opłaca.

~ASZ

Źródła:
www.lighting.pl
www.gwj.pl
www.kropladokropli.pl
www.9477.pl