Prawie sto lat temu, w 1918 roku, kilku zapaleńców wpadło na pomysł by założyć organizację, która sprawi, że ich praca nie będzie szła na marne, a ich utwory nie będą wykorzystywane bez ich zgody. W komitecie założycielskim stanął m.in. Julian Tuwim. Tak powstał ZAiKS – pierwszy w Polsce związek zrzeszający artystów, który zajmował się ochroną ich dóbr.

To dzięki nim w 1926 r. uchwaloną pierwszą ustawę o prawach autorskich, by kultura w Polsce mogła się rozwijać, a twórcy mogli bez przeszkód korzystać z owoców swoich działań. Zamysł – rewelacyjny. Zobaczmy jednak jak to wygląda w praktyce.

Co ZAiKS daje artystom?

ZAiKS zbiorowo zarządza prawami autorskimi. Demokratycznie wybierane władze Związku stanowią sami twórcy. Większość z nich zarabia na tantiemach – z koncertów, sprzedaży płyt, ale także z rozpowszechniania ich utworów w radiu, telewizji, klubach. Dziś coraz więcej osób oszczędza ściągając udostępnione w sieci dzieła, na czym w oczywisty sposób tracą artyści. Mogą więc poprzez członkostwo w Związku domagać się odpłatności. Najczęściej grani muzycy otrzymują co roku około stu tysięcy złotych, a cały polski rynek muzyczny jest warto ok. pół miliarda. Ochroną objęte są też utwory audiowizualne, choreograficzne, dramatyczne, dramatyczno-muzyczne i słowne.

Artysta też człowiek

Poza ochroną praw autorskich, członkowi Związku Artystów i Kompozytorów Scenicznych przysługuje również korzystanie z Domów Pracy Twórczej zlokalizowanych na terenie całego kraju, które umożliwiają warunki do pracy oraz wypoczynek np. nad morzem, w górach lub gospodarstwie agroturystycznym. Mogą również korzystać z pomocy socjalnej, zapomóg, zaliczek, korzystania ze spółdzielni lekarskich i kasy pożyczkowej. Związek udziela również stypendiów z Funduszu Popierania Twórczości i udostępnia swoje zbiory biblioteczne.

Nie do końca charytatywnie

Związek nie prowadzi działalności zarobkowej i działa na zasadach stowarzyszenia. Od tantiemów wypłacanych artystom pobiera jednak swój procent – niezbędny na koszty ich inkasowania, a także zatrudnienia pracowników w oddziałach i utrzymania oraz kosztów spraw sądowych. Kilka lat temu, rzekomo w trosce o dobro związku, ZAiKS podjął się inwestycji walutowych. Niestety operacje te nie powiodły się i nad organizacją zawisło widmo bankructwa.

Zobacz: Celebryta dobry na wszystko >>

Muzyka na kłódkę

Wydawać by się mogło, że przeciętnego Kowalskiego, który wcale nie jest artystą, działania ZaiKSu nie dotyczą. To jednak mit. Kowalski, który otworzył działalność handlową lub usługową, np. salon fryzjerski, solarium, sklep, bar czy hotel musi się liczyć z tym, że jeśli będzie chciał umilić klientom czas muzyką – trzeba będzie zapłacić i to słono. Podobnie sprawa ma się z dostępnym dla odwiedzających telewizorem. Do naszych drzwi zapukać może również Stowarzyszenie Filmowców Polskich, Związek Producentów Audio-Video czy Związek Artystów Wykonawców STOART, bo bywa, że utwór jest dziełem kilku podmiotów. Podpisanie umowy z każdym z nich może okazać się koniecznością. Dlaczego? Udowodniono, że muzyka lub telewizja podnosi poziom sprzedaży relaksując klientów. Emitowanie utworów jest więc nierozerwalnie związane z działalnością zarobkową. Nie musimy jednak płacić, kiedy radio znajduje się na zapleczu i służy tylko pracownikom. System ten jest labiryntem, w którym łatwo się pogubić. Wielu właścicieli godzi się na to. Lepiej bowiem zapłacić za licencję niż otrzymać wysoką karę podczas kontroli.

~DAR